Wszystko co dobre, szybko się kończy… tak w wielkim skrócie mogę określić tegoroczną, jakże genialna imprezę w Mrzygłodzie nad Sanem „Piknik (nie mylić z piwnik) Dorado 2018”.

Zacznijmy więc od początku…

Dziewięciu śmiałków z jakże pięknego Podlasia wyruszyło rankiem 13 września w daleką podróż. Skład naszej drużyny w busie był następujący : Ireneusz Dudar, Mariusz Knyszewski, Marek Knyszewski, Cezary Baraszko, Andrzej Bednarz, Marek Maliszewski, Paweł Laszewski, Robert Łukaszuk, Paweł Rybnik. Niby daleko, niby nie, mapy google podpowiedziały, że do przejechania mamy ok. 500 km. Zaopatrzeni w słodkie trunki, ruszyliśmy w drogę. Nie wszyscy oczywiście! Nasz genialny kierowca Mariusz Knyszewski spożywał oczywiście jedynie napoje energetyczne.. ;-) Z tego miejsca chciałbym również Mariuszowi podziękować w imieniu całego naszego zespołu, za wzorową jazdę w obie strony, jak i niespotykaną u kierowców cierpliwość dla towarzyszy wyprawy. Taki kierowca to skarb. 

00

Droga mijała nam baaardzo przyjemnie. Delektując się napojami o smaku śliweczki, cytrynki, orzeszków, pigweczki, a nawet Brazylii nie mogliśmy się doczekać dotarcia do celu. W trakcie drogi zrobiliśmy tylko 1 przerwę ! No tak, kto w to uwierzy.. Przerw było.. hm… jedna na pewno obiadowa, a reszta – Mariusz naprawdę dzięki za cierpliwość i wyrozumiałość, droga trwała przecież 10 godzin! Chylimy czoła po raz kolejny.

Dotarliśmy..

Na miejscu czekali na nas gospodarze spotkania Wira Jankowska i Dariusz Małysz wraz z pozostałymi członkami naszego klubu, którzy przybyli tu odpowiednio wcześniej ze swoimi rodzinami, a mianowicie Bogdanem i Pjoterem Rudakami wraz z rodziną jak i Michałem Mancewiczem który przybył tu również ze swoją rodziną.

Gospodarze nas bardzo ciepło przyjęli za co im baaardzo dziękujemy.

41682260_1916836871729649_6898237134059077632_n

Jedna rzecz nas troszkę zmartwiła. Otrzymaliśmy domek na wzgórzu –ta stroma droga… oj trzeba będzie uważać…….. DAMY RADĘ ! Rozlokowaliśmy się w nim całą dziewiątką. Rzecz jasna, przy domku stanęły nasze klubowe flagi.

Po kolacji udaliśmy się na integrację z pozostałymi uczestnikami spotkania. Rozmowy przy kieliszku zdawały się nie mieć końca. Godziny mijały, a przecież rano trzeba wstać! Brzany czekają! Niedosyt tego gatunku w naszych rodzimych łowiskach odczuwa każdy Barweniarz, wszak to nasza herbowa ryba!

W końcu poszliśmy spać…

1

Wstaliśmy, nie za wcześnie, ale wstaliśmy...  Zjedliśmy śniadanie i jazda! W końcu ruszyliśmy na brzany. Darek Małysz skierował nas na rybodajne miejscówki i udzielił cennych wskazówek. Uzbrojeni w coblery firmy Dorado ruszyliśmy na łowy. Po dojechaniu na miejsce ujrzeliśmy piękną rzekę. Krystalicznie czysta woda, skały i te krajobrazy wokół.Naprawdę można się w niej zakochać. Jak to bywa z rybami… jednego dnia biorą, innego nie. Tego dnia na brzegu wylądowała u nas 1 brzana złowiona przez Andrzeja, o długości 66 cm. Były na kijach inne ryby, były podskubywania, ale suma summarum coś nie pykało tak jak powinno..!

 1_1

 

Zmęczeni kilkugodzinnym spinningowaniem wróciliśmy późnym popołudniem do ośrodka. Prysznic, obiadek, integracja. Gril, muzyka, taniec, śpiew. Tego się nie da opisać. Na ten wieczór niewątpliwie wpłynęła atmosfera, która panowała przy naszym spotkaniu. Wspaniali gospodarze, wspaniali goście, wspaniała organizacja. Nie doszukaliśmy się „minusów”, no może poza tym, że kolejnego dnia trzeba było wcześnie wstać..! Szkoda tez, że nie było Magdy Gessler, bo na pewno zachwyciła by się kuchnią przygotowaną przez naszą ukochaną Wirę.. Wira-pielmieni, kaszanka i ciasto pozostaną w naszej pamięci na baaardzo długo. Dziękujemy !

Kolejny dzień i kolejne zmagania. Tego dnia pojechaliśmy w całkiem inne miejsce. Woda znacznie różniła się charakterem od tego z dnia poprzedniego. Grube rynny miedzy zwaliskami głazów pobudzały naszą wyobraźnię. W grubych rynnach na pewno stoją grube barweny. Niestety, ale tylko koledze Robertowi udało się skusić brzanę do brania, ta jednak wygrała. Złowiliśmy co prawda inne ryby, no ale to nie po nie tu przyjechaliśmy… zaraz zaraz.. ale kto jechał na ryby ? Przyjechaliśmy na spotkanie z przyjaciółmi, nie na ryby.

IMG_20180915_112311_HDR

Po powrocie szybki obiad i o 17 miały rozpocząć się zawody. Każdy z uczestników otrzymał taką samą przynętę, a mianowicie Dorado Alaskę 2,5 cm. i miał w ciągu 2-ch godzin złowić jak największą ilość wymiarowych ryb. Padło sporo niewymiarowych rybek, jednak Andrzejowi udało się zająć wysokie 2 miejsce (klenik 32,5 cm).


4

Późnym wieczorem miało miejsce oficjalne spotkanie. Zostało rozlosowanych wiele ciekawych nagród. Perełką była wędka wykonana przez pracownie „Wędkarska Kuźnia”, wykonana na specjalne zamówienie Darka Małysza. Niech dobrze służy szczęśliwcowi, który ją wylosował… Następnie przenieśliśmy się na świeże powietrze, gdzie przy potrawach z grilla i „duchach z puszczy” tych z puszczy i tych nie z puszczy, bawiliśmy się do późnych godzin…

Ostatniego dnia, tego wyjazdowego, udaliśmy się na krótki 3 godzinny rekonesans. Po nocnych deszczach woda w Sanie znacznie zmętniała. Udało nam się skusić dwie brzany, jednak i tym razem coś nie pykło.. Czas do domu ..

Chcielibyśmy jako klub podziękować przede wszystkim dla Wiry i Darka za wzorową organizację tego spotkania. Na każdym kroku było widać Wasze serce włożone w tą imprezę. DZIĘKUJEMY !!!

Poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, przeżyliśmy wiele niezapomnianych chwil, także z optymistycznym nastawieniem ruszyliśmy w drogę powrotną… przecież czekają na nas nasze żony, dziewczyny i kochanki… ;-)

Do zobaczenia za rok !!!!
2