…zadzwonił do mnie w zeszłym roku kolega i mówi, chodź  pojedziemy do Wizny spotkać się z Darkiem Małyszem. Nie zastanawiając się zbyt długo po kilkunastu minutach byliśmy na wylocie z Białego. Na miejsce dotarliśmy około 20 ej. Pogadaliśmy z Darkiem, może kiedyś zrobimy wspólnie jakąś imprezę. Ale jak ten facet opowiada o przygodach wędkarskich. Jak opowiadał o Sanie, o brzanach – na podstawie samych opowieści Darka można zakochać się w tej rzece. Kto go zna ten wie. Umówiliśmy się na następny rok, na sierpień, nad Sanem. Zima minęła szybko, było trochę podlodowo, trochę pstrągowo. Wiosna przyniosła cieplejsze dni oraz kilka ładnych kleni. Nieubłaganie zbliżało się lato. Wakacje. Sierpień, San, brzany. Jakoś pod koniec lipca odezwał się Darek na fb, że organizuje spotkanie nad Sanem. Piknik Dorado. Myślę sobie świetna okazja, żeby w końcu spotkać się nad tą piękną rzeką i zobaczyć ile prawdy jest z opowieści Darka o tej rzece w rzeczywistości. Z Irkiem od dawna planowaliśmy ten wypad, termin ustalony – 25-27 sierpnia 2017 Piknik Dorado nad Sanem. Jak tylko poszła informacja o spotkaniu, zaraz zaczęły się telefony od kolegów z Klubu, że też chętnie się wybiorą. No i extra. Zebrało się nas dziewięciu Barweniarzy. Wzięliśmy busa i w piątek rano byliśmy już w drodze ku przygodzie z naszą klubową rybą – Barweną.
Dorado_2017
Dawno, dawno temu, około 20 lat wstecz kiedy, pierwsi spinningiści z Podlasia zakładali Klub tak mówiło się na brzanę. Stąd też nazwa klubu aktualna do dziś. Wracając do tematu, klika dni wcześniej przed naszym wyjazdem najmłodszy klubowicz Łukasz postanowił wyjechać wcześniej nad San. My z resztą teamu ruszyliśmy planowo. Na miejsce dotarliśmy około godziny 18 ej. Szybkie zakwaterowanie, piątka z Darkiem i nad wodę, zobaczyć ten piękny, legendarny San. Piknik miał miejsce w miejscowości Mrzygłód, nieopodal Sanoka. Rzeka w tym miejscu ma długą prostą z przelewami, przykosami. Z mostu drogowego widać było stadka brzan kryjących się w kamieniach i rzadkiej roślinności. Widok piękny i obiecujący, zwłaszcza, że osobniki, które widzieliśmy na oko miały po 40-50 cm długości. Nawet z taką brzaną zdjęcie to podstawa. Pozytywnie nastawieni na jutrzejszy dzień wróciliśmy do bazy na kolację przy grillu i wędkarskich opowieściach Darka Małysza. A że opowieściom nie było końca, to wieczór trwał do białego rana. Po szybkim śniadaniu, kawce rozjechaliśmy się na miejscówki wskazane przez Darka. On tą rzekę zna jak własną kieszeń. Każdy kamyczek na miejscówce, wie gdzie i jak stanąć, żeby za chwilę mieć kontakt z brzaną. Tak też było, dotarliśmy do pierwszej miejscówki. Wysiedliśmy we czterech, Pavlik, Irek, Krzysiek i ja. Reszta pojechała w inne miejsca oddalone o kilka kilometrów. Rzeka w tym miejscu była piękna, malowniczo położona. Już w trakcie rozkładania sprzętu widać było w wodzie lusterkowanie brzan na kamieniach. Miejsce było obiecujące, jedna rynna wychodząca ze skalnej płani trochę powyżej zejścia do wody, druga tuż za przelewem idąca wzdłuż brzegu, kończąca się dużych rozmiarów przykosą. Rozstawiliśmy się dość szeroko, kilka pierwszych rzutów, i siedzi… Irek jako pierwszy szczęśliwiec miał kontakt z brzaną. Niestety nie udało jej się doholować do podbieraka. Tuż przed nim ryba wypięła się i odpłynęła w siną dal. Do końca dnia Irek został już bez kontaktu z rybą. Z miejsca obok Krzysiek wyjął z wody brzanę około 20 cm. Pavlik klenia, u mnie jakiś okoń się zaplątał. Do obiadu już nic się nie działo. Trochę zawiedzeni zjechaliśmy do bazy na obiad. W bazie wymiana spostrzeżeń i pomysłów z kolegami. Okazało się, że oprócz brzan w rzece jest mnóstwo kleni i świnek. O ile klenie dopisały w dolnym odcinku rzeki, o tyle z brzanami nie było kontaktu, prócz wzrokowego. Każdy z nas je widział, pięknie prezentowały się wśród kamieni i podwodnych raf. Były na wyciągnięcie ręki, a jednak nie chciały skusić się na specjały przywiezione z Podlasia. Ewidentnie brzany nie miały zamiaru współpracować z nami. Cóż, może po obiedzie?? Po pokrzepieniu ciała pysznym obiadkiem wybraliśmy się wszyscy na górny odcinek Sanu. Od bazy mieliśmy około 6 km. Niestety, złowienie brzany w tym dniu chyba nie było nam dane. Po przelotnych opadach deszczu i burzy w okolicach Sanoka krystalicznie czysta woda zmieniła się w szaro brunatne kakao. Już wiedzieliśmy, że w takich warunkach nie ma szans na brzanę. Powalczyliśmy jeszcze trochę i nieco zrezygnowani wróciliśmy do bazy.  Z tego wypadu na pamiątkę Marek zrobił sobie zdjęcie z sanowym boleniem, który cały i zdrowy wrócił do wody. Ten dzień dla nas się zakończył. Wymęczeni wróciliśmy do bazy, jednak z nowymi pomysłami na jutrzejszy dzień. Wieczorem przy ognisku opowieściom o brzanach i miejscówkach nie było końca. Pełni nadziei i zapału na jutro poszliśmy spać, aby od samego rana dać szansę brzanom na kontakt z nami. W niedzielę śniadanie ogarnęliśmy w miarę szybko. Zdecydowaliśmy się na miejscówkę, o której wieczorem opowiadał Darek. Aby uatrakcyjnić sobie wyjazd nad wodę, wybraliśmy drogę z przeprawą promową przez San. Od promu do miejsca docelowego było już tylko kilka kilometrów.
w2
Po dotarciu na miejsce okazało się, że miejsce to jest bardzo urokliwe. Bardzo przypominało mi miejscówki w Szwecji, gdzie na wielkich płaniach skalnych z bratem łowiłem pstrągi z niewielkich rynien pomiędzy nimi. San w tym miejscu bardzo przypominał mi River Amond i mega przygodę z pstrągami. Pełen nadziei jako pierwszy ruszyłem do wody. Zająłem miejscówkę pachnącą brzanami. Nie pomyliłem się ani trochę, zapach był, nawet brzany były. Przepływały obok po 2 -3 sztuki. Nawet dawały znać o sobie co i rusz wyskakując z wody, wydając charakterystyczne dźwięki. Niestety tak jak wczoraj nie zamierzały współpracować z żadnym z nas. Jedynie miejscowy muskasz wydłubał jedną na naszych oczach jak już się pakowaliśmy do auta. Taki był nasz kontakt z brzanami na Sanie. Już dzisiaj wiem, że chłopaki się nie poddają i już niebawem szykują kolejny wypad nad San. Połowa września najprawdopodobniej. Niestety tym razem beze mnie. Podsumowując w kilku słowach muszę stwierdzić, iż San na tym odcinku jest przepiękną rzeką, położoną bardzo malowniczo u podnóża Bieszczad. Brzany z pewnością są, jednak potrzeba odrobinę cierpliwości i wolnego czasu aby dać im szansę na kontakt z nami.
  aa
Piknik Dorado z okazji 20 - lecia firmy Darka Małysza to była bardzo dobra okazja do spotkania się nad piękną rzeką, poznania wielu pozytywnie zakręconych ludzi (pozdrowienia dla chłopaków w Głogowa) i pozostałych uczestników spotkania. Już wiem, że w podobnym gronie spotkamy się za rok. Mario